piątek, 13 stycznia 2012

Peja Już do końca tak być musi tekst

Żeby nasz rap nie zginął,

Żeby się szczęśliwie żyło,

Żeby luxu było kilo

Żeby nasz czas nie przeminął,

Żeby papier był nie bilon,

Żeby wciąż tu była miłość,

Żeby syf każdy pominął,

Żeby zwyciężyło stilo

Żeby nam się ułożyło

By do końca git już było

By marzenie się ziściło,

Żeby każdy mógł to przyjąć.

Nie smucić się, powrócić do nas,

Śpiewać to, nucić

SLU 06 już do końca tak być musi.


Z roku na rok starszy, ale duchem wciąż jak dzieciak,

Już nie chce mi się czekać, za złem świata uciekać

Zagrożenie sam dla siebie, oto ja, ta wsza

Niekontrolowana pchła co pod prąd wciąż się wija

Wciąż przepita szyja wciąż hece wywija

Wciąż skurwieli dobija,a najbliższych wciąż wspiera

Oto gadka szczera jeśli jeszcze żeś nie załapał

Tu mija 10 lat nadal mam młodzieńczy zapal

Debiut fonograficzny wstecz dekadę bieda precz,

Bieda zła rzecz - nie chce tej kurwy mieć

I żeby nie wiem co nie chcę tu głupoty palnąć

Ale biedy niczym kurwy, do domy nie dam przygarnąć

Życia nie znałem, biedak nie wie co to życie,

Wierzycie, sami wiecie, że do dupy z takim życiem

Nie utonąć w zachwycie, bez szans na takie harce,

Przysięgałem przed bogiem, że nie skończę jak ci w Barce,

Anonimowe wsparcie, kto dawał Wszy żarcie,

Mowie o tym otwarcie, masz więcej? oddaj,

Sam nie zeżresz? nie chowaj, nie chomikuj, nie noraj,

Podziel się z tym, co nic nie jadł od wczoraj,

Jak nie to kurwo konaj, do tych wierszy się przekonaj,

Jesteś swój? łapiesz moment swego życia prisoner

Już nie chwytam się brzytwy, bo po prostu nie tonę,

Nie chwytam się brzytwy, bo po prostu nie tonę.


Żeby nasz rap nie zginął,

Żeby się szczęśliwie żyło,

Żeby luxu było kilo

Żeby nasz czas nie przeminął,

Żeby papier był nie bilon,

Żeby wciąż tu była miłość,

Żeby syf każdy pominął,

Żeby zwyciężyło stilo

Żeby nam się ułożyło

By do końca git już było

By marzenie się ziściło,

Żeby każdy mógł to przyjąć.

Nie smucić się, powrócić do nas,

Śpiewać to, nucić

SLU 06 już do końca tak być musi.


I były takie dni, że na nic nie było sił,

Że człowiek był bezsilny i w tej bezsilności gnił,

Nie liczyłem na cuda, czy wierzyłem że się uda?

Śmiałem się z filmów, w których ludziom się odmieniał,

Parszywy los, z dnia na dzień bo w realu, dzień w dzień,

Widziałem co innego, wiem, że wiesz o co mi biega

Wiedział też każdy kolega, już w czasach podstawówki,

Obdarci, biedni, lecz bystrzaki, nie półgłówki

Miałem co innego w planach, bez drugiego śniadania,

Z książka pod pachą, uciekałem w świat marzeń,

Od złych, codziennych zdarzeń, do domu nie spieszno wracać,

Waldas znów leczy kaca, wyniszczała go praca,

Nie chcąc uczyć się w hałasach, chłonę życie na streecie,

Od początku, już do końca, nieśmiertelne Jeżyce,

Spróbuj znaleźć dziewice, dokładnie 10 lat temu,

Wiedziałem że w tym jestem, nie bez powodu, celu,

Więc inaczej niż wielu znanych mi rówieśników,

Wciąż przy głośniku, z kartką w zeszyciku,

Zapisywałem bełwy, że bronx, bronx bez przerwy,

Na życie pazerny miałem już zszargane nerwy,

24.03.06 on odszedł, a ja jestem na swoim,

Ze slamsów Mały Książe, z kupą długów, czy zdąrzę?

Wyprawiliśmy pogrzeb, i weź tu pomyśl mądrze,

I gdzie znów byłeś Boże?


W chacie mam zmrok, znów odcięli mi prąd,

Wole ulicy jazgot, o tej porze w dół fiasko,

Czas wyruszyć na miasto, czy chciałem tam siać zło?

Jak ja takimi gardzą, miałem wybór? Nie bardzo.

Czy bałem się patrząc, dziś na to z perspektywy,

Pozbawiony miłości, byłem w chuj nieszczęśliwy,

To był mój ostatni dzwonek, na bycie w świecie żywych

Ostatni dzwonek, na bycie w świecie żywych.


Żeby nasz rap nie zginął,

Żeby się szczęśliwie żyło,

Żeby luxu było kilo

Żeby nasz czas nie przeminął,

Żeby papier był nie bilon,

Żeby wciąż tu była miłość,

Żeby syf każdy pominął,

Żeby zwyciężyło stilo

Żeby nam się ułożyło

By do końca git już było

By marzenie się ziściło,

Żeby każdy mógł to przyjąć.

Nie smucić się, powrócić do nas,

Śpiewać to, nucić

SLU 06 już do końca tak być musi.


Praca, pasja, fart, trochę talentu,

Oto wszystkie tajniki Rysiowego patentu

Kopalnia mętu Kozak był tylko z nazwiska,

Ale nigdy nie zapomnę, tego prześmiesznego pyska,

Upadł wydawca, artysta, patrząc na to przez pryzmat,

Następstw i zdarzeń, czy to jedno i to samo?

96 od tego roku z rapu zarabiam siano,

Wcześniej pakowałem w ten interes cały szmal,

By ten syf na demach grał, na ulicach był szał,

Wszędzie docierała, moja plugawa mowa,

Niecenzuralne słowa, mój świat zdarzył zwariować.

Wielu z was już tu nie ma, kilku szybciej chłonie ziemia,

Zapomniana dzielnica i nic się nie zmienia,

Poza tym, że mi wyszło a ty nie szykuj dla mnie noszy,

Dobrze wiesz, że 5 lat temu nie dałbyś za mnie 5 groszy,

Nie czuj się przez to gorszy,[wstyd] bo kiedyś byłeś lepszy,

Ja nie będę triumfował, głupot nie będę pieprzył,

A do ciebie skarbie jedno, gdybym mógł cię przekonać,

Może gdybym cofnął czas, zechciałaś byś mnie pokochać?


Żeby nasz rap nie zginął,

Żeby się szczęśliwie żyło,

Żeby luxu było kilo

Żeby nasz czas nie przeminął,

Żeby papier był nie bilon,

Żeby wciąż tu była miłość,

Żeby syf każdy pominął,

Żeby zwyciężyło stilo

Żeby nam się ułożyło

By do końca git już było

By marzenie się ziściło,

Żeby każdy mógł to przyjąć.

Nie smucić się, powrócić do nas,

Śpiewać to, nucić

SLU 06 już do końca tak być musi.


[Pamiętam, nie zapomnę, nie zapomnę pamiętam

Tak ma być, tak jest, tak już będzie do końca]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz